sobota, 5 marca 2016

ROZDZIAŁ DRUGI

Zanim otworzyłam oczy, poczułam, że leżę na wyjątkowo twardym łóżku. Uniosłam lekko powieki i podniosłam się na rękach. Nadal czułam lekkie odrętwienie w miejscu, gdzie ukłuła mnie strzykawka z środkiem usypiającym. Gdy obraz przed moimi oczami się wyostrzył, mogłam dokładniej przyjrzeć się miejscu, w którym się znajdowałam. Pomieszczenie było białe, okrągłe. Nie było tam nic, oprócz skromnej pryczy, na której leżałam. Całość zabezpieczały szklane ściany. Na górze była przymocowana kamera. Gdy wstałam, zauważyłam mężczyznę stojącego za szkłem.
-  To tylko dla bezpieczeństwa. Wkrótce cię stąd wypuścimy – rzekł Thor. – Jak się czujesz?
Stałam nieruchomo, wpatrując się w boga.
-  Miałam nadzieję, że chociaż ty to zrozumiesz…- opuściłam głowę i podeszłam bliżej szkła.
- Co masz na myśli? – bóg wpatrywał się we mnie nieodgadnionym wzrokiem.
- Czasami niektórych rzeczy nie powinno się mówić. Nie potrzebnie traciliście czas na schwytanie mnie. Nic wam nie powiem – dotknęłam szyby i zaczęłam wodzić po niej rękami.
- Posłuchaj – kontynuował Thor. – Nie chcemy zrobić ci krzywdy. Chcemy tylko dowiedzieć się kim jesteś i dlaczego oboje zachowywaliście się, jakbyście się znali już parę dobrych lat? Po porostu nam to powiedz, a cię wypuścimy.
- Gdyby to było takie proste… - westchnęłam i z całej siły naparłam na szybę. Ani drgnęła. Spojrzałam na Thora wyczekująco. Ten tylko zrobił smutną minę, odwrócił się i odszedł. Poczekałam aż schowa się za ścianą, po czym zaczęłam walić w szkło. Nie zostawiłam na nim ani jednego zadrapania. Usłyszałam głos.
- Nie radzę – odezwał się na oko czterdziestoletni mężczyzna idący w moim kierunku.
- Dlaczego? – zapytałam.
- Bo, gdy na szkle pojawi się chociażby jedna, maleńka rysa uruchomi się system alarmowy – Wcisnął jakiś guzik, po czym pod „szklaną klatką” otworzył się wyłom, z którego zaczął mocno wiać wiatr, a ja zobaczyłam krajobraz z góry. – Spadniesz razem z klatką dzeiwięć kilometrów w dół.
Odsunęłam się od ścian, w chwili gdy mężczyzna zamknął wyłom.
- Kim jesteś? – zapytałam.
- Milionerem, filantropem i Iron Manem we własnej osobie – spojrzał na mnie znacząco. – Nazywam się Tony Stark.
- Iron Man… - powiedziałam pod nosem. – To ty strzeliłeś we mnie środkiem usypiającym! – Wskazałam na niego oskarżycielsko palcem.
-  No widzisz… w tamtej sytuacji nie miałem wyboru – udawał zakłopotanie. – Jeszcze byś nam… odleciała. – powiedział z wyraźnym naciskiem na „odleciała”.
Popatrzyłam na niego ze strachem. On mnie widział. Gdy przeskoczyłam nad tą dziurą… Nie mogą się dowidzieć. Już zbyt wiele osób wystawiłam na niebezpieczeństwo zdradzając im swoje pochodzenie.   Odwróciłam się do niego plecami i powiedziałam, trochę bardziej do siebie niż do niego:
- Po prostu mnie wypuśćcie.
Usłyszałam oddalające się kroki i dźwięk zamykanych drzwi. Zostawili mnie.                                                                                                                               Usiadłam i oparłam się plecami o zimne szkło. Odchyliłam głowę do tyłu.
Dlaczego to zawsze musi być takie trudne…
Westchnęłam i spojrzałam w prawo. Kamera była włączona.
- Wiem, że mnie słyszycie – powiedziałam na głos. – Wypuśćcie mnie. Mieszacie się w coś, co was nie dotyczy.
Nie było żadnej odpowiedzi. Po dwudziestu minutach bezsensownego wpatrywania się w drzwi i siedzenia na zimnej podłodze dałam za wygraną. Wstałam i zaczęłam bez celu przechadzać się po celi. Mijały minuty, potem godziny. Nie miałam pojęcia, która jest godzina. Czy jest noc, czy dzień. Gdzieś tam po świecie ganiał sobie Loki, bóg, którego kiedyś znałam jak siebie samą. Był moim przyjacielem. Pamiętam jego zakłopotanie, gdy ocknęłam się w jego komnacie, jakby to było wczoraj. Pamiętam jego świetliste, szmaragdowe oczy i promienny uśmiech, którym mnie obdarzał za każdym razem, gdy przebywał w mojej obecności. Pamiętam nasze długie rozmowy. Był wtedy jedyną osobą, która zdawała się mnie rozumieć. Mówiliśmy sobie o wszystkim. O problemach, zmartwieniach… Prawdopodobnie Loki jest najwięcej wiedzącą o mnie osobą w magicznym wszechświecie. Mieliśmy wiele wspaniałych, wspólnych wspomnień. Teraz Loki był całkiem inną osobą. Jego oczy przesłonięte były ciemnością. Twarz wykrzywiona była w bólu, który próbował zatuszować obojętnością. Wiedziałam, że musiało spotkać go coś strasznego. Musiałam dowiedzieć się, o co chodzi.  Niestety, był jeden problem. Byłam uwięziona przez grupę dziwaków, którzy myśleli, że są pępkiem świata.
Po chwili zaczęłam się niecierpliwić. W końcu stanęłam na środku i krzyknęłam:
- Wypuśćcie mnie! Nic nie rozumiecie! Nie mogę zostać tu ani chwili dłużej!
Zaczęłam walić w ściany. Próbowałam magią otworzyć celę z zewnątrz, ale nic to nie dało. Gdy już straciłam nadzieję, usłyszałam otwieranie się drzwi oraz kroki… mnóstwo kroków. W moim kierunku zmierzała grupa ludzi, której przewodził czarnoskóry mężczyzna z przepaską na oku. Za nim szli Thor i Tony Stark, następnie dwóch mężczyzn, których imion nie znałam. Na samym końcu weszła rudowłosa kobieta. Stanęli rzędem przed celą, każdy wpatrzony we mnie.
- Witaj – zaczął facet z przepaską na oku. – Nazywam się Nick Fury. Jestem przywódcą Avengers. Wybacz, że cię zamknęliśmy, obawialiśmy się, że możesz stanowić niebezpieczeństwo. Chcemy tylko dowidzieć się paru rzeczy…
- Ile razy mam wam powtarzać, że nie mogę wam nic powiedzieć? – przerwałam mu prawie krzycząc. – Sama nie wiem, dlaczego Loki tak się zachowywał. Tak, znałam go kiedyś. Uratował mi życie…
Avengers wpatrywali się we mnie ze zdumieniem. Czekali na kontynuację.
- Słuchajcie… - westchnęłam. – Ja naprawdę doceniam to, że ratujecie świat midgardczyków przed zagrożeniem, ale… to już nie jest wasza wojna. Bierzecie się za coś, co was nie dotyczy. Za coś, co was przerasta. Bo w końcu, jakby nie patrzeć jesteście tylko grupą zwykłych ludzi, którzy nauczyli się walczyć – tutaj spojrzałam znacząco na Thora.
- Zapewne wiecie już, że nie jesteście sami we wszechświecie. Oprócz dziewięciu światów jest jeszcze wiele innych wymiarów. Żyjecie bez jakiejkolwiek świadomości, że istnieje coś potężniejszego, niż wasze wymyślne bomby atomowe. Coś z czym nawet żaden Iron Man, czy Kapitan Ameryka nie mają szans – patrzyli na mnie zdziwieni, Thor zastygł w skupieniu, próbując przyswoić sobie nowo poznane informacje.
- Magia – odezwałam się po chwili ciszy.  – Dlatego nie mogę powiedzieć wam nic konkretnego. Wystawiłabym was na ogromne niebezpieczeństwo. Już wystarczająco dużo osób wie kim jestem.
- Wtedy w lesie… - odezwał się Thor. – Powiedziałaś mi wtedy, że jeśli zdradzisz mi kim jesteś i dowie się o tym mój ojciec… będziesz w niebezpieczeństwie. Dlaczego?
- Ciekawi mnie, dlaczego Odyn nie powiedział ci o istnieniu innych wymiarów… - Thor zrobił zdziwioną minę. – Moi rodzice w Asgardzie uważani są za zdrajców. Nie mam pojęcia dlaczego, ale wiem, że gdyby Wszechojciec dowiedział się, że jestem ich córką, mogłabym zapomnieć o wyjściu z waszych lochów.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Bo już kiedyś byłam w Asgardzie…
Thor był wyraźnie zdezorientowany. Wszyscy czekali, ale nie powiedziałam już ani słowa. I tak wiedzieli już zbyt dużo. Zwłaszcza Thor.
Nagle do głowy wpadła mi dręcząca myśl.
- Gdzie jest Loki? – wypaliłam. – Przecież go złapaliście.
- Uciekł – tym razem odezwała się rudowłosa.
- Uciekł?! Jak długo był z wami?
- Jakieś trzy dni. Był silniejszy, niż nam się zdawało. Udało mu się wyjść z celi. Na dodatek zabił jednego z agentów.

To była ta chwila, kiedy miałam ochotę strzelić sobie soczystego facepalma. To bóg kłamstw, idioci. W celi mogła być tylko jego iluzja, w czasie, kiedy on przechadzał się po helikarierze. 

A oto trzeci rozdział. Wiem, miał być tydzień temu, ale byłam chora i przez ostatnie dni miałam urwanie głowy, tak że przepraszam, że rozdział tak późno. Dziękuję wszystkim, którzy czytają (napiszcie w komentarzach, że istniejecie :*) Jesteście ciekawi, kim naprawdę jest Octavia i co łączy jej rodziców z Odynem? Komentujcie i czekajcie na nowy rozdział.
Wedle zwyczaju: jeden komentarz = następny rozdział

Newty :*

2 komentarze:

  1. Candy zgłasza się na ochotnika :D
    Ogólnie to przedostałam się tu przez Wattpada. Świetne opowiadanie, ale muszę Cię ostrzec, że czytelnicy nieczęsto wchodzą na zareklamowane blogi, szczególnie jeśli mają to samo opowiadanie pod nosem. Nie twierdzę oczywiście, żebyś usuwała bloga! Tego broń Boże! Nie wiem co zrobisz, ale szczerze życzę powodzenia :)

    Ps. Ja istnieję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło mi, że zaglądnęłaś na bloga :) Cieszę się, że Ci się podoba, ale na blogu już nic nie piszę. Opowiadanie jest kontynuowane na wattpadzie,a bloga nie usuwam tylko dlatego, jakby ktoś całkiem przypadkiem na niego trafił i zechciał czytać dalej na wattpadzie ;')) Dziękuję za rady i również pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń