Zanim
otworzyłam oczy, poczułam, że leżę na wyjątkowo twardym łóżku. Uniosłam lekko
powieki i podniosłam się na rękach. Nadal czułam lekkie odrętwienie w miejscu,
gdzie ukłuła mnie strzykawka z środkiem usypiającym. Gdy obraz przed moimi
oczami się wyostrzył, mogłam dokładniej przyjrzeć się miejscu, w którym się
znajdowałam. Pomieszczenie było białe, okrągłe. Nie było tam nic, oprócz
skromnej pryczy, na której leżałam. Całość zabezpieczały szklane ściany. Na
górze była przymocowana kamera. Gdy wstałam, zauważyłam mężczyznę stojącego za
szkłem.
- To tylko dla bezpieczeństwa. Wkrótce cię stąd
wypuścimy – rzekł Thor. – Jak się czujesz?
Stałam
nieruchomo, wpatrując się w boga.
- Miałam nadzieję, że chociaż ty to
zrozumiesz…- opuściłam głowę i podeszłam bliżej szkła.
- Co masz na
myśli? – bóg wpatrywał się we mnie nieodgadnionym wzrokiem.
- Czasami
niektórych rzeczy nie powinno się mówić. Nie potrzebnie traciliście czas na
schwytanie mnie. Nic wam nie powiem – dotknęłam szyby i zaczęłam wodzić po niej
rękami.
- Posłuchaj
– kontynuował Thor. – Nie chcemy zrobić ci krzywdy. Chcemy tylko dowiedzieć się
kim jesteś i dlaczego oboje zachowywaliście się, jakbyście się znali już parę
dobrych lat? Po porostu nam to powiedz, a cię wypuścimy.
- Gdyby to
było takie proste… - westchnęłam i z całej siły naparłam na szybę. Ani drgnęła.
Spojrzałam na Thora wyczekująco. Ten tylko zrobił smutną minę, odwrócił się i
odszedł. Poczekałam aż schowa się za ścianą, po czym zaczęłam walić w szkło.
Nie zostawiłam na nim ani jednego zadrapania. Usłyszałam głos.
- Nie radzę
– odezwał się na oko czterdziestoletni mężczyzna idący w moim kierunku.
- Dlaczego?
– zapytałam.
- Bo, gdy na
szkle pojawi się chociażby jedna, maleńka rysa uruchomi się system alarmowy –
Wcisnął jakiś guzik, po czym pod „szklaną klatką” otworzył się wyłom, z którego
zaczął mocno wiać wiatr, a ja zobaczyłam krajobraz z góry. – Spadniesz razem z
klatką dzeiwięć kilometrów w dół.
Odsunęłam
się od ścian, w chwili gdy mężczyzna zamknął wyłom.
- Kim
jesteś? – zapytałam.
-
Milionerem, filantropem i Iron Manem we własnej osobie – spojrzał na mnie
znacząco. – Nazywam się Tony Stark.
- Iron Man…
- powiedziałam pod nosem. – To ty strzeliłeś we mnie środkiem usypiającym! –
Wskazałam na niego oskarżycielsko palcem.
- No widzisz… w tamtej sytuacji nie miałem
wyboru – udawał zakłopotanie. – Jeszcze byś nam… odleciała. – powiedział z
wyraźnym naciskiem na „odleciała”.
Popatrzyłam
na niego ze strachem. On mnie widział.
Gdy przeskoczyłam nad tą dziurą… Nie mogą się dowidzieć. Już zbyt wiele osób
wystawiłam na niebezpieczeństwo zdradzając im swoje pochodzenie. Odwróciłam się do niego plecami i
powiedziałam, trochę bardziej do siebie niż do niego:
- Po prostu
mnie wypuśćcie.
Usłyszałam
oddalające się kroki i dźwięk zamykanych drzwi. Zostawili mnie.
Usiadłam i oparłam się plecami o zimne szkło. Odchyliłam głowę do tyłu.
Dlaczego to zawsze musi być takie
trudne…
Westchnęłam
i spojrzałam w prawo. Kamera była włączona.
- Wiem, że
mnie słyszycie – powiedziałam na głos. – Wypuśćcie mnie. Mieszacie się w coś, co was nie dotyczy.
Nie było
żadnej odpowiedzi. Po dwudziestu minutach bezsensownego wpatrywania się w drzwi
i siedzenia na zimnej podłodze dałam za wygraną. Wstałam i zaczęłam bez celu
przechadzać się po celi. Mijały minuty, potem godziny. Nie miałam pojęcia,
która jest godzina. Czy jest noc, czy dzień. Gdzieś tam po świecie ganiał sobie
Loki, bóg, którego kiedyś znałam jak siebie samą. Był moim przyjacielem.
Pamiętam jego zakłopotanie, gdy ocknęłam się w jego komnacie, jakby to było
wczoraj. Pamiętam jego świetliste, szmaragdowe oczy i promienny uśmiech, którym
mnie obdarzał za każdym razem, gdy przebywał w mojej obecności. Pamiętam nasze
długie rozmowy. Był wtedy jedyną osobą, która zdawała się mnie rozumieć.
Mówiliśmy sobie o wszystkim. O problemach, zmartwieniach… Prawdopodobnie Loki
jest najwięcej wiedzącą o mnie osobą w magicznym wszechświecie. Mieliśmy wiele
wspaniałych, wspólnych wspomnień. Teraz Loki był całkiem inną osobą. Jego oczy
przesłonięte były ciemnością. Twarz wykrzywiona była w bólu, który próbował
zatuszować obojętnością. Wiedziałam, że musiało spotkać go coś strasznego.
Musiałam dowiedzieć się, o co chodzi.
Niestety, był jeden problem. Byłam uwięziona przez grupę dziwaków,
którzy myśleli, że są pępkiem świata.
Po chwili
zaczęłam się niecierpliwić. W końcu stanęłam na środku i krzyknęłam:
- Wypuśćcie
mnie! Nic nie rozumiecie! Nie mogę zostać tu ani chwili dłużej!
Zaczęłam
walić w ściany. Próbowałam magią otworzyć celę z zewnątrz, ale nic to nie dało.
Gdy już straciłam nadzieję, usłyszałam otwieranie się drzwi oraz kroki… mnóstwo
kroków. W moim kierunku zmierzała grupa ludzi, której przewodził czarnoskóry
mężczyzna z przepaską na oku. Za nim szli Thor i Tony Stark, następnie dwóch
mężczyzn, których imion nie znałam. Na samym końcu weszła rudowłosa kobieta.
Stanęli rzędem przed celą, każdy wpatrzony we mnie.
- Witaj –
zaczął facet z przepaską na oku. – Nazywam się Nick Fury. Jestem przywódcą
Avengers. Wybacz, że cię zamknęliśmy, obawialiśmy się, że możesz stanowić
niebezpieczeństwo. Chcemy tylko dowidzieć się paru rzeczy…
- Ile razy
mam wam powtarzać, że nie mogę wam nic powiedzieć? – przerwałam mu prawie
krzycząc. – Sama nie wiem, dlaczego Loki tak się zachowywał. Tak, znałam go
kiedyś. Uratował mi życie…
Avengers
wpatrywali się we mnie ze zdumieniem. Czekali na kontynuację.
-
Słuchajcie… - westchnęłam. – Ja naprawdę doceniam to, że ratujecie świat
midgardczyków przed zagrożeniem, ale… to już nie jest wasza wojna. Bierzecie
się za coś, co was nie dotyczy. Za coś, co was przerasta. Bo w końcu, jakby nie
patrzeć jesteście tylko grupą zwykłych ludzi, którzy nauczyli się walczyć –
tutaj spojrzałam znacząco na Thora.
- Zapewne
wiecie już, że nie jesteście sami we wszechświecie. Oprócz dziewięciu światów
jest jeszcze wiele innych wymiarów. Żyjecie bez jakiejkolwiek świadomości, że
istnieje coś potężniejszego, niż wasze wymyślne bomby atomowe. Coś z czym nawet
żaden Iron Man, czy Kapitan Ameryka nie mają szans – patrzyli na mnie
zdziwieni, Thor zastygł w skupieniu, próbując przyswoić sobie nowo poznane
informacje.
- Magia –
odezwałam się po chwili ciszy. – Dlatego
nie mogę powiedzieć wam nic konkretnego. Wystawiłabym was na ogromne
niebezpieczeństwo. Już wystarczająco dużo osób wie kim jestem.
- Wtedy w
lesie… - odezwał się Thor. – Powiedziałaś mi wtedy, że jeśli zdradzisz mi kim
jesteś i dowie się o tym mój ojciec… będziesz w niebezpieczeństwie. Dlaczego?
- Ciekawi mnie,
dlaczego Odyn nie powiedział ci o istnieniu innych wymiarów… - Thor zrobił
zdziwioną minę. – Moi rodzice w Asgardzie uważani są za zdrajców. Nie mam
pojęcia dlaczego, ale wiem, że gdyby Wszechojciec dowiedział się, że jestem ich
córką, mogłabym zapomnieć o wyjściu z waszych lochów.
- Skąd
możesz to wiedzieć?
- Bo już
kiedyś byłam w Asgardzie…
Thor był
wyraźnie zdezorientowany. Wszyscy czekali, ale nie powiedziałam już ani słowa.
I tak wiedzieli już zbyt dużo. Zwłaszcza Thor.
Nagle do
głowy wpadła mi dręcząca myśl.
- Gdzie jest
Loki? – wypaliłam. – Przecież go złapaliście.
- Uciekł –
tym razem odezwała się rudowłosa.
- Uciekł?!
Jak długo był z wami?
- Jakieś
trzy dni. Był silniejszy, niż nam się zdawało. Udało mu się wyjść z celi. Na
dodatek zabił jednego z agentów.
To była ta chwila, kiedy miałam ochotę strzelić sobie soczystego facepalma. To bóg kłamstw, idioci. W celi mogła być tylko jego iluzja, w czasie, kiedy on przechadzał się po helikarierze.
A oto trzeci rozdział. Wiem, miał być tydzień temu, ale byłam
chora i przez ostatnie dni miałam urwanie głowy, tak że przepraszam, że
rozdział tak późno. Dziękuję wszystkim, którzy czytają (napiszcie w
komentarzach, że istniejecie :*) Jesteście ciekawi, kim naprawdę
jest Octavia i co łączy jej rodziców z Odynem? Komentujcie i czekajcie na nowy
rozdział.
Wedle zwyczaju: jeden komentarz = następny rozdział
Newty :*